KLIK!



23:30, 11 lipca 2009
.
 
.



12:24, 14 sierpnia 2007
92 - o święty bakłażanie!
 


(...)"Żeby nie było problemów z identyfikacją - bakłażan wyrósł przecież w USA - przewidujący Stwórca podpisał się po angielsku ("GOD'').

O świętości napisu przekonana jest Felicia Teske z Boothwyn w Delaware County - czytamy na stronie telewizji ABC. Kobieta chciała usmażyć bakłażana na kolację. Przekroiła warzywo i już miała je kłaść na patelnię, ale w ostatniej chwili jej wzrok padł na nasionka. Od razu zorientowała się, że tworzą napis "GOD". A to nie mógł być przypadek.

- Mój mąż też nie mógł w to uwierzyć. Zaraz powiadomiliśmy telewizję. Ostatnio zmarł jeden z członków naszej rodziny i święty napis bardzo nam pomógł - powiedziała Teske. Na jej miejscu byśmy się do tego nie przyznawali."
(GW)

ciekawe, czy teraz przestanie jeść warzywa
chyba już lepsze były tosty..

(angouleme) bez objawień kulinarnych




16:45, 08 sierpnia 2007
91 - po długiej przerwie..
 
..spowodowanej wszystkim naraz.
głos zabierze moja ajdolka Hania W., jak zawsze na straży porządku, moralności i cnót wszelakich..

"Na Przystanku Woodstock zebrano od honorowych dawców prawie 700 litrów krwi. Polskim pacjentom codziennie potrzeba tysiąc litrów. Przystanek zakończył się w niedzielę, a w poniedziałek związany z o. Rydzykiem "Nasz Dziennik" zamieścił felieton Hanny Wujkowskiej, lekarza i doradcy Romana Giertycha "ds. promocji ochrony życia w szkole", o akcji krwiodawstwa. Autorka pisze:"uczestnicy Woodstocku (oby nie pijani czy znajdujący się pod wpływem narkotyków) oddają "honorowo" krew - dar życia". Według niej "oddać krew dla kogoś, to znak poświęcenia, oddanie jakby cząstki samego siebie". Tymczasem "na Woodstock profanuje się wartość krwi". "Róbta, co chceta" osiągnęło absolutne dno, a zawołanie kojarzy się ze szczytem wulgarności i bezmyślności". Według Wujkowskiej osoby, które dostaną krew z Woodstock, są zagrożone HIV i żółtaczką, bo z powodu tzw. okienka serologicznego (czasu między zarażeniem a wykrywalnością) można przeoczyć te wirusy.

Felieton kończy przypomnieniem Powstania Warszawskiego i cudu nad Wisłą, których uczestnicy "dar swojej krwi ofiarowali przyszłym pokoleniom, dla wolności i pokoju" .
(przyp.ang. - WTF???!!!)

Zdaniem Wujkowskiej krew pobierana była w kurzu, w namiotach. Tymczasem miasteczko krwiodawców w Kostrzyniu nad Odrą urządził Polski Czerwony Krzyż. Przyjechały tu specjalne krwiobusy - autobusy przystosowane do profesjonalnego pobierania krwi. Miasteczko kilkakrotnie kontrolował sanepid. Nie stwierdził żadnych uchybień. Zgłosiło się prawie 2000 dawców. Obowiązywała tu taka procedura jak we wszystkich punktach pobrań krwi. Chętnych badał lekarz. Dawca musiał wypełnić ankietę z pytaniami o przebyte choroby, wizyty w salonach tatuażu, przebijane uszy. Na podstawie ankiet zdyskwalifikowano 15 proc. chętnych.

- Pijanych było niewielu - wszystkich odsyłano - mówi Przemysław Kania, dyrektor PCK.

Pobraną podczas Woodstock krew bada się tak samo jak tę ze stacji krwiodawstwa. Nim trafi do potrzebujących, technikami biologii molekularnej sprawdza się przed wszystkim, czy nie ma w niej śladów wirusów HIV, żółtaczki i bakterii kiły.

Poznańska służba krwi już przebadała materiał pobrany przez swoich pracowników na Przystanku.

- W żadnej próbce nie znaleziono śladów HIV. Jedna osoba miała żółtaczkę typu B, siedem typu C. Wszyscy będą o tym poinformowani, a ich krew trzeba będzie zniszczyć - mówi Kania. - Gdyby przebadać statystyczną grupę Polaków, uzyskalibyśmy podobne wyniki. A zatem udało się nam zebrać doskonałą krew.
"
(GW)

Ale pani doradca ds. promocji ochrony życia w szkole (mistrzostwo świata w wymyślaniu najdurniejszej posady w rządzie) wie lepiej. Z uporem powtarza stare Owsiakowe hasło "róbta co chceta", nie zauważając w ogóle, że dawno już przebrzmiało i wyszło z obiegu. Że Przystanek Woodstock ma już inne, mądrzejsze i bardziej rozważne hasła i idee.
Ale cóż, niektórym nigdy nie uda się otworzyć oczu. Zawsze będzie ktoś kto karze im mieć je ciągle zamknięte.
Na wszystko..

(angouleme) powoodstockowa




11:42, 09 lipca 2007
90 - lekcja poglądowa : jak nie napadać na bank
 
( sezon wakacyjno-ogórkowy. mam tylko dwie ręce i jedną głowę. )
teraz będzie o drzewie..

W amerykańskim Manchester powiało grozą rodem z horrorów klasy C, kiedy do banku w chwilę po jego otwarciu weszło... drzewo! Szeleszcząc liśćmi, wyciągnęło gałąź w stronę kasy i zażądało torby z pieniędzmi. Zaskoczony kasjer, nie wiedząc, czy śmiać się, czy raczej bać, na wszelki wypadek oddał drzewu pieniądze. A to spokojnie wyszło z budynku.

Złodzieja nie było stać na broń palną ani nawet kominiarkę, więc... ściął drzewo, po czym wydrążył w konarze otwory na ręce, głowę, oczy i nos. Tak przygotowane przebranie pozwoliło mu cieszyć się z udanego napadu tylko kilkanaście godzin, bowiem już następnego dnia trafił za kratki.

Na nieszczęście pomysłowego Amerykanina, mimo że gałęzie i kora przykrywały większość jego twarzy, jeden z mieszkańców rozpoznał w nim swojego sąsiada. I powiedział o tym policji.

James Coldwell, znany odtąd w kryminalnym półświatku stanu New Hampshire jako człowiek-drzewo, został już oskarżony o napad. Teraz grozi mu kilka lat odsiadki i nie powinien liczyć na poczucie humoru sędziego. "
(dz)

(angouleme)



10:13, 07 lipca 2007
89 - duuża potrzeba..
 
Nowa wieeelka atrakcja chińskiego miasta Chongging. Ma cztery piętra i powierzchnię 3 tysiące metrów kwadratowych. I jest.. największym na świecie szaletem miejskim.

"Ci, którzy odwiedzą chiński megaszalet, przekonają się, jak wiele kształtów może mieć pisuar albo sedes. W gigantycznej toalecie każdy z nich ma inną formę. Do tego załatwianie potrzeby umili muzyka lub program telewizyjny. Z każdego stanowiska widać bowiem ekran telewizora. A wszystko za darmo, bo skorzystanie z megatoalety jest bezpłatne.
Władze chińskiego miasta chcą zgłosić swoją toaletę do Księgi Rekordów Guinnessa. I liczą, że dzięki temu Chongging zaczną odwiedzać rzesze turystów. Po skorzystaniu z toalety będą mogli kupić pamiątki - oczywiście wszystkie związane z megaszaletem."
(dz)

hm, koszulki, czy też specjalny papier toaletowy?

(angouleme)



10:46, 06 lipca 2007
88 - nie znieważaj, bądź patriotą!
 
Zanim coś powiesz, zastanów się dwa razy, za każdym krzakiem czai się patrol policji gotów cię podsłuchać..

"Zarzut postawiony studentowi dokładnie brzmi tak: "publiczne znieważenie Flagi Narodowej Polski, w ten sposób, że oskarżony wypowiedział pod jej adresem słowa powszechnie uznane za obelżywe". Młody student jednej z krakowskich uczelni stanie za to w najbliższych dniach przed sądem, bo prokurator skierował już akt oskarżenia przeciwko niemu.

Wszystko zdarzyło się podczas niedawnych juwenaliów. Policjanci z patrolu pilnującego porządku podczas jednego z wieczornych koncertów zauważyli koło Parku Jordana młodego mężczyznę, który - jak opisali potem w notatce - wymachiwał biało-czerwoną flagą. Na ich widok mężczyzna miał rzucić się do ucieczki, ale policjanci zdołali go dogonić. Jak się okazało, 22-letni student był pod wpływem alkoholu.

Sprawa zapewne rozeszłaby się po kościach, gdyby policjant z patrolu nie napisał w raporcie ze zdarzenia: „Nadmieniam, że podczas legitymowania P.G. celowo znieważył flagę narodową Polski, mówiąc, cytuję »gówniana flaga «. Co zrobił z premedytacją” - zaznaczył z naciskiem funkcjonariusz.

Na efekt nie trzeba było czekać. Policja wszczęła postępowanie "o wypowiedzenie pod adresem flagi narodowej słów powszechnie uznanych za obelżywe". Powołano się na artykuł 137 kodeksu karnego mówiący o niszczeniu, znieważaniu bądź celowym usuwaniu znaków państwowych, za co grozi grzywna, ograniczenie bądź nawet pozbawienie wolności do jednego roku. (...)"
(GW a komentarze są niezawodne)

wszystko rozbija się o kontekst.
chyba zacznę mówić szyfrem..

(angouleme)



19:14, 05 lipca 2007
87 - na receptę
 
ot taki, bardzo sympatyczny news ;-)

"Lekarz pogotowia z okolic Genui swojej przestraszonej pacjentce przepisał nietypową receptę na ukojenie nerwów. "Seks dwa razy w tygodniu, ale nie więcej". Czyżby Włosi wymyślili nowy sposób leczenia nerwicy?
Przyśpieszone tętno, drżące, spocone ręce, słaby głos i rozszerzone ze strachu źrenice - z takimi objawami w szpitalu w okolicach Genui pojawiła się sparaliżowana strachem pacjentka. Po gruntownym przebadaniu lekarz przepisał pacjentce na recepcie zalecenie... uprawiania seksu dwa razy w tygodniu.
"To pozwoli pani wyleczyć się z dręczących objawów niepokoju i stresu" - powiedział zaskoczonej pacjentce lekarz, wręczając receptę.
Historia ta została szybko nagłośniona przez włoskie media. Ale ku zaskoczeniu przełożony rezolutnego lekarza, dyrektor szpitala, poparł jego decyzję, uznając ją... za doskonale uzasadnioną."
(stąd)

uzasadniona, nieuzasadniona, ale czy skuteczna ;-)

(angouleme)
powered by Ownlog.com